Analiza biznesowa transformacji cyfrowej: od AS-IS do wdrożenia

Od czego zaczynałem

Mała firma edukacyjna prowadziła zajęcia w wielu miejscach i korzystała z floty komputerów. Kiedy rozpisałem stan obecny, wyszły cztery rzeczy, i to powiązane ze sobą:

Sama lista niczego nie załatwiła. Musiałem zobaczyć te procesy w ruchu: pogadać z ludźmi, którzy korzystają z materiałów i sprzętu, obejrzeć miejsca, w których odbywają się zajęcia, popatrzeć na pracę na żywo i oddzielić kłopoty jednorazowe od tych, które wracają co tydzień.

Od potrzeby do wymagania

Każde wymaganie opisywałem przez to, czego potrzebuje użytkownik, co go ogranicza i jak sprawdzę, że wyszło. Dzięki temu o technologii decydowałem dopiero wtedy, gdy rozumiałem problem.

Potrzeba Wymaganie rozwiązania Sposób sprawdzenia
Instruktor ma samodzielnie znaleźć aktualną odpowiedź Jedno źródło wiedzy, przewidywalna struktura i instrukcje zorientowane na zadania Nowa osoba wykonuje procedurę bez pomocy autora
Komputer ma być gotowy do zajęć w powtarzalnym stanie Standaryzacja konfiguracji i automatyzacja czynności możliwych do powtórzenia Test aplikacji, kont, sieci i usług po wdrożeniu
Organizacja ma kontrolować stronę i koszty Otwarty stos, historia zmian, szybkie ładowanie i możliwość dalszego rozwoju Testy funkcjonalne, wydajnościowe i dostępności przed przełączeniem
Materiały mają działać bez autora Spójny format, kontekst dla prowadzącego i jasno określony efekt zajęć Prowadzenie zajęć przez innych instruktorów w wielu grupach

Taki podział oddziela to, czego firma potrzebuje, od tego, czym to zrobię. Krótsze przygotowanie stanowiska było celem. Linux, skrypt provisioningowy i sposób dostarczenia plików to już tylko środki, które do niego dobrałem.

Jak miało wyglądać docelowo

Stan TO-BE nie był jednym systemem, tylko kilkoma rzeczami, które się zazębiają:

  1. baza wiedzy jako wspólne miejsce na procedury i materiały;
  2. jednakowo ustawione komputery używane na zajęciach;
  3. automat konfigurujący i aktualizujący to, co się powtarza;
  4. własna strona na otwartym stosie, z historią zmian;
  5. dokumentacja, szkolenia i wskazanie, kto się tym zajmie później.

Każdy element miał właściciela, odbiorców i warunek, po którym poznam, że się przydaje. Ważne było też rozrysowanie zależności: zmiana programów na komputerach wymuszała poprawkę w automacie i w instrukcji, a zmiana przebiegu zajęć pociągała za sobą materiały dla instruktorów i informację dla rodziców.

Testy, wdrożenie i zmiana planu

Najpierw sprawdzałem wszystko na małej skali i na prawdziwym sprzęcie. Testy pokazywały nie tylko błędy, ale i to, że część moich założeń była błędna. Planowałem na przykład w pełni automatyczną instalację systemu, dopóki test nie pokazał, że instalator nie obsługuje mechanizmu, na którym to oparłem. Zamiast udawać, że wszystko poszło zgodnie z planem, rozbiłem proces na krótki etap ręczny i provisioning, który można bezpiecznie powtarzać.

Poza uruchomieniem samej technologii wdrożenie objęło:

Co z tego wyszło

Czego ten opis nie pokazuje

Nie prowadziłem niezależnego badania czasu ani porównania z grupą kontrolną lub inną firmą. Opis pokazuje przebieg decyzji, testy i artefakty, ale nie pozwala obiecać takiego samego wyniku w innym środowisku.

Najbardziej przenośna część metody to rozdzielenie potrzeby, wymagania i testu. Narzędzia oraz wynik zależą już od konkretnego procesu.

Zobacz też